Wójcik: Projekt Ursus Zakłady – Odbudowanie lokalnej tożsamości

Jaśmina Wójcik
PROJEKT URSUS ZAKŁADY – ODBUDOWYWANIE LOKALNEJ TOŻSAMOŚCI

Jeden obraz to wszechobecny pył, błoto po kostki, uryna rozlana po podłodze, której zapach zagłusza się konwaliowym odświeżaczem. Zima w czerwcu, znój. Brak komfortowego miejsca spotkań. Drugi obraz to dom kultury, urząd dzielnicy, kluby seniora, mieszkania prywatne – tereny spotkań, ustaleń i nawiązywania więzi, które przekształcają się w przyjaźnie. Koliście rozchodzące się kręgi znajomych – promieniujące, rozlewające się. Ursus dzisiaj i Ursus z dzieciństwa mojego ojca.

społeczności 35Ursus to dzielnica na uboczu, sypialnia Warszawy z aspiracjami do nowoczesnego suburbia. Ślepo zapatrzona w przyszłość, choć ta jest nijaka, mami kolorowo-plastikowymi wizjami, pseudo-eco i pseudo-smart. Mieszkańcy jednak – swojscy, aż za bardzo. Stawiają własnoręcznie sklecone ławki przed blokami, do których sprowadzili się prosto ze wsi – z awansu społecznego, z rdzenia naszego wstydliwego pochodzenia. Ławki są potrzebne, aby wyjść przed blok i posiedzieć z sąsiadem. Wizjonerskość natomiast dotyka tylko urzędników – i przybiera postać obietnic, jakie ci składają nowoprzybyłym. A Ursus obrasta jak kiedyś. Z drobną różnicą – brakuje miastotwórczej fabryki, od której dzielnica wzięła nazwę. Dzisiaj można oglądać jej zgliszcza, choć mowa tylko o budynkach – w ludziach fabryka jest niezwykle żywa i nadal tętni pracą.

W 2011 roku ujrzałam je po raz pierwszy – ogromne, sklepione kolebkowo, żelbetowe. Ze świetlikami na dachach, z czerwonej cegły, wybebeszone w środku, porozrywane na części (złomiarze wywożący ich części na wózkach lub ciągnący większe elementy to stały element tego widoku, do którego po latach już przywykłam). Wtedy – obiekty fotograficznych utrwaleń. Dopiero poprzez pamięć mojego ojca nabrały dla mnie wymiaru ludzkiego – pracy, codzienności, użyteczności.

Gromadzone przeze mnie wspomnienia pracowników ogromnej fabryki ożywiały ją na nowo. Sprawiały, że znowu stawała się centrum, istotą i sensem, mimo że jej znikanie powoduje smutek. Sześć lat temu teren wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Jego kolonizacja przez deweloperów sprawiła, że coraz mniej tu tętna dzielnicy, a coraz więcej – wyburzeń, unifikacji i homogenizacji.

To frustruje. Dlatego potrzeba działalności w skali ludzkiej, czyli mikro. Nie będąc deweloperem, nie mając twardego kapitału, nie wykupując żadnej ze starych hal, podjęłam działanie. Kapitałem Ursusa są więzi międzyludzkie – powstałe wskutek rzeczywistych spotkań, a nie wirtualnych polubień. Więzi wykształcone wokół fabryki – miejsca dawniej centralnego, organizującego życie wszystkich mieszkanek i mieszkańców. Wyklętego molocha, niechcianego spadku po niechlubnym okresie przodowników i przodowniczek, normy kilkusetprocentowej i chłoporobotników, o których do dzisiaj mówi się ze wzgardą w głosie, nawet podczas spotkań autorskich w dzielnicowych bibliotekach.

społeczności 17Zbitek słów „lokalna tożsamość” w odniesieniu do hal brzmiał w naszych ustach „dziwnie”, nie na miejscu. W 2013 roku był nie na rękę urzędnikom i deweloperom. Jednak już w 2016 powstaje tu Izba Tożsamości Ursusa – w piwnicach Ośrodka Kultury Arsus. Historia jakby zatoczyła koło. Ten proces cieszyłby mnie, gdyby decyzja o stworzeniu izby faktycznie oznaczała wykonaną pracę, odrobioną lekcję historii, a nie przedwyborcze politykierstwo.

Lokalna tożsamość musi być smart i nowoczesna. Nie może mieć oblicza kowala, który domaga się pamięci. Ani robotnicy, pani Stanisławy, której fabryka nadal się śni. Sen powraca przed spotkaniami z nami. Jest nam wdzięczna za zainteresowanie jej pracą – a cała jej biografia nierozerwalnie splata się z tym miejscem. Stanisława pracowała na gnieździe, obsługując sześć maszyn. Praca na akord, w pędzie. Stanowisko zostawiała zawsze czyste. „Ależ się dzisiaj zmęczyłam. Znów byłam w fabryce. Całą noc nie mogłam doczyścić oleju spod maszyn. Kiedy śni mi się fabryka, wiem, że się spotkamy.” – opowiada kolejny sen.

Nawet największy lokalny sceptyk, pan Henryk, czeka na nasze spotkania i wypytuje o kolejne. O Henryka warto zabiegać – jest bardzo radykalny i skrystalizowany w swoich poglądach, lecz także niezwykle pomocny i serdeczny dla tych, którzy zaskarbili sobie jego łaskawość. Byli pracownicy Zakładów Przemysłu Ciągnikowego to cały przekrój emocji, poglądów i serdeczności. Na ich codzienność składa się smak własnoręcznie upieczonego ciasta, domowej nalewki czy recital z harmonią – w wykonaniu osiemdziesięcioletniego Jana. To codzienność, z której zbudowana jest ich wieloletnia obecność tutaj, w Ursusie. Po pracy warsztatowej – w ramach przygotowań do filmu o fabryce i do performatywnego odtworzenia pracy w miejscu byłej kuźni (dzisiaj są to już tylko rozorane hałdy ziemi) przeprowadziliśmy warsztaty – jest czas, żeby usiąść na kocu. Siedzimy na skwerze, jest to zazieleniony, pofabryczny nieużytek. Pani Marianna wyjmuje z torby ciasto, pączki, wódkę, wino i szklane kieliszki – wszak dzisiaj imieniny jej brata, Jana. Śpiewamy „sto lat”, pijemy wódkę przed dwunastą w południe. Dzieci puszczają latawiec „na wydmach”. Wydmami nazwały zwały ziemi zaoranej pod budowę nowego osiedla mieszkaniowego – w miejscu, gdzie rok temu stała jeszcze ogromna hala produkcyjna. Krucha, osiemdziesięcioletnia robotnica, przerzucająca niegdyś dwadzieścia ton dziennie, wtyka nam pochowane w kieszeniach cukierki. Na co dzień ciężko się z nią umówić, bo spotkania, otwarcia, gremia oraz parafialne imprezy wypełniają jej kalendarz. Ale jeśli się już uda, lepi na spotkanie dwieście pierogów z różnym farszem. Jak im nie ulec? Jak nie pokochać poprzez nich tego miejsca? Jak nie związać się z nim za ich pośrednictwem? Nie ma takiej możliwości.

Opowieści krążą wokół fabryki. Ona je scala. Staje się tłem do zrozumienia stosunków pomiędzy pracownikami, sposobów spędzania wolnego czasu, wzajemnych relacji, które definiowało się także poprzez różne stanowiska. Dzięki fabryce, można zrozumieć fenomen mieszkań pracowniczych, wycieczek zakładowych, Zakładowego Domu Kultury etc.

społeczności 18Święte prawo własności. Teren podzielony na setki działek, rozszarpany pomiędzy kontrahentów, podzielony nożem syndyka. Tuziny graczy. A gdzie dobro wspólne? Gdzie miejsce, które wytworzyło wspólnotę? Dlaczego znika prędzej niż śnieg podczas roztopów? Próby zwrócenia mieszkańcom Ursusa właśnie dobra wspólnego ujawniły ludzką bezsilność wobec zasieków, ogrodzeń, płyt paździerzowych, ochroniarzy i szczerzących zęby psów. Pozostało nam budowanie wspólnoty wokół ostatnich materialnych świadków historii tego miejsca – wokół Zabytkowej Kolekcji Fabryki Ursus należącej do PHO, lecz także do samych pracowników i pracowniczek. Zatrzymujemy ich opowieści, magazynujemy, archiwizujemy i ocalamy. Każde nagranie, każdy wywiad pozwala na mentalną rekonstrukcję życia fabryki. Stawiamy ją na nowo, odbudowując dumę w pracownikach, która po transformacji ustrojowej została im odebrana – a ich życiorysy sprowadzono do roli pionka w opresyjnym systemie.

Praca w terenie, na ruinach, w błocie, śniegu, z hulającym po pustych placach wiatrem i w zacinającym deszczu. Zima w czerwcu pojawia się za każdym, kiedy wychodzimy w teren. Ursus nas nie rozpieszcza. Pomieszkujący tu bezdomni opowiadają nam o śmiertelnych wypadkach, o halach, które samobójcy chętnie wybierają na miejsce pożegnania, oraz o filmowcach-amatorach, którzy kręcą tu porno – do czego podobno zachęca sceneria porosłych zielenią hal. Były pracownik kuźni ursuskiej, a dzisiaj ochroniarz pilnujący hal dewelopera, zamiast wyganiać bezdomnych – okrywa ich zimą kocami. Grupa bezdomnych z ochroniarzami – byłymi pracownikami fabryki – pochyla się nad czymś, co leży u ich stóp. Zatrzymujemy się, a oni odwracają do nas ze słowami: „Myśleliśmy, że jesteście ekologicznym patrolem straży miejskiej. Wezwaliśmy ich. Mamy tu kaczkę, która usmarowała się jakimś olejem, złapaliśmy ją w kurtkę. Czekamy na pomoc”. Antagoniści sprzysiężeni w obronie ptaka.

Depczemy hale, wydeptujemy w nich swoje ścieżki. Swoista zona – jak z filmu Andrieja Tarkowskiego. Po murach pną się dumnie brzozy. Jeszcze się pną, dopóki deweloper, zapewniający nas o chęci budowania pamięci po zakładach, nie zniweczy ich stuletniego życia koparkami i spychaczami. Deweloperzy liczą się z kosztami dewastacji i nie mają skrupułów, żeby jej dokonywać – sprawa trafi do prokuratury, ale hale nie powstaną z gruzu. Zniszczone hale to jeden z najbardziej przygnębiających widoków. To te najważniejsze, najstarsze miejsca z kamiennym znakiem „ZM URSUS” na szczytowej ścianie.

społeczności 04Po kolejnej dewastacji w wykonaniu dewelopera, zaczynamy warsztaty dużo ciężej, z mniejszą chęcią. Ale stopniowo atmosfera się rozgrzewa, pracownicy uruchamiając ciała – wytwarzają się endorfiny wspólnoty. Cała nasza działalność w Ursusie opiera się na pamięci fabryki. Działania z pogranicza sztuki, aktywizmu, interwencji i filmu pozwalają przepracować żałobę i budować tożsamość miejsca także wśród nowych, młodych mieszkańców. Nasza konsekwencja, żeby przez wiele lat pracować tutaj, uprawomocnia obecne działania. Trwamy pomimo braku finansowania – wszystkie dotacje dotyczą jednorazowych akcji. Ale właśnie dzięki tym wszystkim okolicznościom, możliwa jest tak szeroka interdyscyplinarność działań i wielość w doborze narzędzi.

Fabryczna historia jest niezwykle żywa wśród mieszkańców. Chcą, żeby nowoprzybyli ją znali i pielęgnowali. Chodzi o pewnego rodzaju szacunek dla ludzi pracy, wzajemnych relacji, wspólnoty wytworzonej wokół fabryki, która przetrwała do dzisiaj. Od byłych pracowników można nauczyć się wielu rzeczy i umiejętności – są to ludzie, którzy pracowali w fabryce po kilkadziesiąt lat, nierzadko całymi rodzinami. Szacunek należał się starszym majstrom, a także nowoprzybyłym pracownikom – starsi stażem wprowadzali ich, zaznajamiali ze specyfiką pracy i załogą.

Urząd Dzielnicy zapewnia mieszkańcom przysłowiowe igrzyska – widowiska muzyki disco oraz disco polo, festyny przypominające odpusty. Organizuje je z dala od fabryki, w starej części Ursusa – Parku Czechowickim. Okazyjnie i na mniejszą skalę odbywają się wydarzenia na osiedlu robotniczym Niedźwiadek, wybudowanym specjalnie dla pracowników fabryki w latach 70-tych XX wieku. Urząd odwraca się plecami do fabrycznej spuścizny. Nie walczy o wykupienie fabrycznej kolekcji, tylko przeciąga sprawę pozornymi ruchami. Zleca własną wycenę zbioru, a ta znacznie się różni od wyceny przeprowadzonej przez Polski Holding Obronny, czyli aktualnego właściciela spuścizny. Miasto nie siada do rozmów ze spółką Skarbu Państwa, nie negocjuje, milczy miesiącami, z których robią się lata. Są to lata de facto bezczynności.

W wydawanej przez siebie, bezpłatnej gazecie Urząd chwali się inwestycjami i obiecuje kolejne – głównie żłobki i przedszkola, których odbiorcami będą nowi mieszkańcy dzielnicy. Sam Ursus porankami stoi w korkach – mieszkańcy jadą do centrum, bowiem to tam dzieci chodzą do szkół, a rodzice do pracy. W samej dzielnicy niewiele jest miejsc pracy. Nowi mieszkańcy traktują to miejsce jako sypialnię. Osiedlają się ze względu na najtańsze w Warszawie ceny mieszkań – około 4 900 złotych za metr kwadratowy, ale nie wiążą z dzielnicą życia.

Urzędnicy nie zauważają potencjału, jaki tkwi w fabrykach, zza swoich okien, choć sam budynek Urzędu to dawna siedziba dyrekcji fabryki. Mimo że pofabryczny charakter dzielnicy mógłby odróżniać ją od innych dzielnic Warszawy, a także stać się łącznikiem między starymi a nowymi mieszkańcami – ignorują resztki Zakładów, które szybko zastępowane są deweloperskimi blokowiskami.

społeczności 19Powstał plan, aby stworzyć muzeum, którego podwalinami będzie wspomniana Kolekcja Fabryki Ursus. Siedzibę wyznaczono w nowej inwestycji – łączącej także szkołę, dom kultury i centrum lokalne. Nikt w Urzędzie Dzielnicy nawet nie myśli o wykorzystaniu najstarszych hal, przepięknych ceglanych budynków z lat 30-tych XX wieku, które same są już nośnikiem historii fabryki, a tym samym dzielnicy; jako potencjalnego miejsca do ulokowania Kolekcji i zbudowania wokół niej żywego, społecznego muzeum. Stronę społeczną traktuje się w Ursusie po macoszemu. Kiedy potrzeba jej do jakiegoś zadania, puszcza się do niej oko, zaprasza do rozmów. Kiedy założony cel jest już osiągnięty – zapomina się o niej i pomija ją w debacie o przyszłości dzielnicy.

Historia Ursusa to historia całej Polski – wszystkich miast i miasteczek, w których istniał przemysł: fabryki, stocznie, huty i kopalnie. Doświadczenia nie różnią się specjalnie. Po transformacji ustrojowej we wszystkich tych miejscach ludzie zostali potraktowani w ten sam sposób. Budowaliśmy nowy system na szacunku do kapitału, a nie na szacunku dla ludzi pracy, ich doświadczenia i wartości.

Ursus właściwie nie posiada miejsc spotkań: małej gastronomii czy kawiarni, a te istniejące można policzyć na palcach jednej ręki. Są to: kawiarnia Beza w Parku Hassów oraz restauracje sieciowe w Outlecie Factory. Miejscem spotkań pozostają ławeczki w parkach i podwórka pomiędzy starami blokami – pomiędzy nowymi, grodzonymi gettami na Skoroszach nie da się już posiedzieć. Pilotażowy program Centrum Lokalne Niedźwiadek – zgłosiliśmy tę lokalizację podczas otwartego naboru kandydatur, organizowanego przez m.st Warszawa i warszawski oddział SARP – ma odpowiadać na te potrzeby mieszkańców i mieszkanek dzielnicy. Planowana inwestycja uwzględnia zróżnicowane potrzeby – zarówno rodziców z małymi dziećmi, młodzieży, osób starszych, jak i tych, którzy chcą aktywnie spędzać czas.

Bardzo ważnym punktem na mapie Ursusa jest bazarek. Umieszczony na ogromnym placu, blisko dawnej fabryki, prowadzony jest przez byłego pracownika Zakładów. To tutaj spotykają się sąsiedzi, zawiązują się więzi, wymienia się poglądy. Bazarek spaja dzielnicę. W soboty, kiedy ruch i handel są tutaj największe, widać setki ludzi zmierzających w obie strony: do i z bazarku. Sobotnia trasa przypomina ścieżkę mrówek prowadzącą do mrowiska. Na targu produkty są świeże, a ceny przystępne – nie jak na modnych, niedostępnych cenowo ekobazarach. Pan Wacław, prowadzący cały ten interes, jest świadomy tego, jak bardzo mieszkańcy Ursusa potrzebują takiego miejsca. Brakuje, co prawda, małej gastronomii – z jej stolikami i krzesłami. Miejsca, gdzie można się zatrzymać, odpocząć, posmakować wyrobów. Bazarek znajduje się niedaleko nowo powstających bloków – na terenach pofabrycznych. Będzie świetnym miejscem spotkań i zawiązek sąsiedzkich relacji. Niedaleko powstanie także ekopark – mam nadzieję, że w swoich zapędach rozwoju nie wchłonie bazarku, na który są zakusy z różnych stron.

społeczności 25Lokalni urzędnicy nie wykorzystują potencjału, który daje chociażby stworzona przez nas, bezpłatna aplikacja z AR (z ang. Augmented Reality – rzeczywistość rozszerzona), która pozwala zwiedzić tereny byłych Zakładów Ursus z domu. Osobami oprowadzającymi po fabryce są awatary byłych pracowników, a sama aplikacja na smartfony i tablety działa w konkretnych miejscach – na dziesięciu „przystankach” naniesionych na mapę. Pełna jest zdjęć archiwalnych, materiałów dokumentalnych, zapisów rozmów, lotów dronem nad fabryką czy współczesnych opowieści. Jednak te najważniejsze możliwości aplikacji dostępne są tylko na terenie byłych zakładów. Naszym marzeniem było, aby stała się pomostem pomiędzy młodym a starszym pokoleniem mieszkańców Ursusa. Chcieliśmy, aby uczniowie zwiedzali fabrykę razem z seniorami z ursuskiego UTW. Do tego potrzeba jednak wsparcia urzędu: w dotarciu do szkół, uczniów i większej ilości mieszkańców. Narzędzie jest gotowe i czeka na użycie.

Nowi mieszkańcy Ursusa zaczynają coraz silniej czuć potrzebę budowania czegoś w dzielnicy, a nie korzystania jedynie z dobrodziejstw centrum miasta. Podczas ostatniego spotkania autorskiego podeszło do mnie grono mieszkańców z kiełkującymi pomysłami. Cieszy mnie inicjatywa wychodząca od nich. Oczywiście problemem jest brak czasu i życiowe zabieganie. Dlatego uważam, że stroną inicjującą działania powinien być urząd.

Myślę, że problemem, z jakim zmaga się Ursus, jest rozproszenie działań – każdy, jeśli jest aktywny, działa na własną rękę i w mikroskali. Brakuje centrum lokalnego lub Miejsca Aktywności Lokalnej (MAL), a tym samym – nie ma pretekstu do spotkań, wspólnych ustaleń. Teren po fabryce został rozczłonkowany pomiędzy ośmiu deweloperów. Próby budowania wspólnej przestrzeni w oparciu o fabryczne dziedzictwo zostały zniweczone, gdy jeden z tych inwestorów wyburzył najstarsze hale. Za moment, obszar byłych Zakładów wypełni się grodzonymi gettami, jak stało się to na Skoroszach, i nie będzie żadnej przestrzeni do interakcji, wymiany pomiędzy mieszkańcami. Nie wiem, jak zatrzymać te procesy. W miejscu, gdzie liczy się tylko szybka budowa, sprzedaż i zarobek – ciężko mówi się o budowaniu lokalnej społeczności.

społeczności 16

Działania w Ursusie:

2011/2012:

  1. początek działań na terenach dawnych Zakładów Mechanicznych URSUS: zbieranie historii od byłych pracowników;

2013:

  1. Spacer Akustyczny po terenach dawnych Zakładów Przemysłu Ciągnikowego w Ursusie, zakończony zwiedzaniem Zabytkowej Kolekcji Fabryki Ursus;
  2. Posag 7 Panien – stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na projekt podróży po Polsce śladami traktora Ursus. Prezentacja wystawy odbyła się w Urzędzie Dzielnicy Ursus, Bibliotece Publicznej w Piastowie oraz na ogrodzeniu parku Hassów w Ursusie;

2014:

  1. „Powitanie traktorów w fabryce”– warsztaty dla dzieci z okazji Dnia Dziecka
  2. „Zakłady. Ursus 2014”– trzydniowe wydarzenia na terenie elektrociepłowni zakładowej, w skład których wchodziły m.in. Parada Ursusów, Kongres Rysowników, Spacer Akustyczny, pokaz filmów w hali produkcyjnej, Kolacja Sąsiedzka, Pamiętnik Mówiony, MegaFota;

2015:

  1. premiera filmu „Ursus znaczy niedźwiedź”–  sala widowiskowa Domu Kultury Arsus w Ursusie;
  2. zbiórka podpisów pod petycją do prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz, o wykupienie przez Miasto Zabytkowej Kolekcji Fabryki Ursus;
  3. warsztaty z okazji Dnia Dziecka – „Poczuj się dzieckiem – stań się traktorem”; 
  4. powołanie koalicji Miasto Wspólna Sprawa razem z innymi warszawskimi aktywistami: w ramach projektu Radical Democracy: Reclaiming the Commons;
  5. oficjalne wręczenie petycji o wykup Kolekcji na ręce Zastępcy Prezydent m.st. Warszawy, Jarosława Jóźwiaka;
  6. Hale w Ursusie uczestniczą w Dniach Dziedzictwa Narodowego pt. Utracone dziedzictwo – zwiedzanie zabytkowej Kolekcji Fabryki Ursus połączone z opowiadaniem historii zakładów;
  7. wycieczka i oprowadzania po terenach dawnych ZPC badaczy z Międzynarodowego Centrum Dokumentacji i Badań nad Dziedzictwem Przemysłowym w Zabrzu;
  8. zgłoszenie Ursusa-Niedźwiadka na centrum lokalne oraz zwycięstwo tej kandydatury – Ursus staje się jednym z dziesięciu wybranych przez SARP Warszawskich Centrów Lokalnych w ramach programu pilotażowego;
  9. Grand Prix Nagrody Edukacji Kulturalnej za projekt „Zakłady Ursus 2014”;
  10. warsztaty z członkiniami i członkami różnych stowarzyszeń z Europy w ramach konferencji Art&ActivismChcemy usłyszeć wasze historie;
  11. premiera aplikacji mobilnej URSUS. SPACER W CZASIE wykorzystującej technologię AR (z ang. Augmented Reality), aby umożliwić użytkownikom spacer po terenach pofabrycznych;

2016:

  1. wystawa URSUS<->TABAKALERA w San Sebastian, Hiszpania; kuratorką jest Magdalena Kardasz, a współorganizatorem Zachęta Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie;
  2. Nagroda Filmowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej na zrealizowanie filmu Symfonia Fabryki Ursus (pisanie scenariusza);
  3. Traktor-Idea-Ursusa – instalacja artystyczna, dar społeczności pasjonatów ursusów dla Muzeum Ursusa;
  4. udział w wystawie i warsztaty Social Design for Social Living, Narodowa Galeria Sztuki w Dżakarcie, Indonezja;
  5. premiera książki pt. Ursus – to tutaj wszystko się zaczęło;

2017:

  1. warsztaty z byłymi pracownikami fabryki: choreograficzne – z Rafałem Urbackim oraz dźwiękowe – z Dominikiem Strycharskim, w ramach przygotowań do filmu Symfonia Fabryki Ursus;
  2. zdjęcia do filmu Symfonia Fabryki Ursus.

silne wspierające